Derby. Mecz Chelsea:Arsenal u siebie. Jak zwykle ojciec nie spał w nocy i chodził po całym domu. Sprawiał wrażenie jakby wszystko miał pod kontrolą, ale tak nie było. Chelsea zajmowała 3 miejsce w tabeli a Arsenal 1. To najgorszy środek sezonu ojca podczas pracy w Anglii. Razem z mamą próbowałyśmy go uspokoić, że 3 miejsce na tym etapie to już coś, ale on jak zwykle pozostawał nieugięty. Nawet przed meczami z FC Barceloną tak się nie denerwował. W sumie to była inna sytuacja. Wiedział, że już długo w Madrycie nie pobędzie, jedynym celem wygranych był honor.Obudziłam się jak zwykle w soboty o 11. Normalnie spałabym dłużej gdyby nie to, że o tej właśnie godzinie zawsze w soboty byłam umówiona z Lucasem na skype.
Otworzyłam laptopa, zalogowałam się a Lucas już dzwonił. Byłam w pidżamie a moja fryzura nie zadowalała. Ogarnęłam się lekko i potwierdziłam rozmowę.
- Cześć skarbie -powiedział na co mu odmachałam - Dopiero wstałaś?
- Właściwie to tak - odparłam szczerze.
- Ślicznie wyglądasz w pidżamie, kochanie! Szkoda, że tak rzadko mam okazję cię taką widzieć.
Jak zwykle słodki, jak zwykle kochany, jak zwykle idealny. Panie i Panowie, Lucas Piazon!
- Już niedługo - powtórzyłam po raz setny kiedy mówił "szkoda, że nie mogę cię widzieć".
- Kiedy przyjedziesz? - zapytał. Nienawidziłam tego pytania.
- Wiesz, że to zależy od Marco - odparłam omijając odpowiedź.
- Nie możesz przyjechać sama?
"Mogę, oczywiście, że mogę! Jestem na tyle samodzielna z resztą wiele razy bywałam w Vitesse, tylko, że mi się już znudziłeś". Nigdy mu tego nie powiedziałam, chociaż wiele razy chciałam. Bałam się, że go zranię. Oprócz tego zawsze odpowiadałam:
- Tata mnie nie puści.
- No tak, Jose. Dzięki niemu się tutaj męczę z dala od ciebie - odparł spuszczając smutno głowę.- Niestety.
- Marie, źle się czujesz? Jesteś dzisiaj taka nijaka.
- To dlatego, że jestem jeszcze trochę senna - kłamałam.
- Może zadzwonię jutro, co? Tak jakoś wieczorem, pasuje ci? - zapytał opiekuńczo.
- Jasne - odparłam chłodno.
- Kocham cię! - zawołał na pożegnanie.
- Ja ciebie też - znów skłamałam.
Rozłączyłam się i zadzwoniłam do Marco. Chciałam wiedzieć czy będzie na dzisiejszym meczu, musiałam się mu wygadać... znowu! On jako jedyny wiedział, że nie kochałam już Lucasa i najchętniej bym się z nim rozstała. Niestety Marco cały czas mnie namawiał, żebym jeszcze poczekała, że to może chwilowy kryzys. Tylko dzięki niemu nadal byłam w nic nieznaczącym dla mnie związku z Piazonem.
Okazało się, że Marco będzie na meczu i mieliśmy razem siedzieć nad ławką rezerwowych. Umówiliśmy się jeszcze na wypad na miasto. Marco był moją "dobrą psiapsiółą", której nigdy nie miałam. Chodził ze mną do najróżniejszych galerii handlowych, do restauracji, do kin, wszędzie. W pewien sposób zastępował mi to, czego nie mógł mi dać Lucas. Był dla mnie drugą połówką, ale bez uczuć.
***
Usiedliśmy w jednej z kawiarni w galerii handlowej. Marco chyba wyczuł, że coś ze mną nie tak, bo zapytał:
- Rozmawiałaś z Lucasem?
- Tak.
- Chyba już wiem dlaczego nie masz humoru - powiedział podśmiewając się.
- Marco, ja muszę z nim zerwać! Już dłużej nie mogę udawać "wielkiej miłości".
- Daj spokój, Marie! To przejdzie. Sam wiele razy byłem w takiej sytuacji. Musisz dać sobie i jemu czas.
- Nie wiem czy jestem w stanie - odparłam zrezygnowana.
- Oczywiście, że jesteś! Każdy z nas jest. A teraz musimy się już zbierać, bo za godzinę zaczyna się mecz.
Wzięłam posłusznie kurtkę z oparcia krzesła, ubrałam się i wyszliśmy.
Pojechaliśmy samochodem Marco na Stamford Bridge gdzie się rozstaliśmy. On poszedł do szatni pogadać z chłopakami a ja zająć swoje miejsce.
Kiedy szłam tunelem ktoś mnie zatrzymał:
- Kibicom nie wolno tutaj przebywać - powiedział młody chłopak, na oko 15 lat. Widać, że dopiero co zatrudniony lub jakiś wolontariusz.
- Michael! - zawołał Rui, asystent mojego ojca - Zostaw ją, to córka Mourinho.
Chłopakowi aż szczęka opadła. Próbował coś wyjąkać, ale nie udało mu się złożyć poprawnego zdania.
Rui był dla mnie jak wujek, nigdy nie zwracałam się do niego na "pan", poza tym była to jedna z niewielu osób, z którymi mogłam rozmawiać w moim ojczystym języku.
Co do piłki nożnej, nie interesowała mnie za bardzo. Lubiłam oglądać mecze, ale nie miałam potrzeby znać nazwiska innych piłkarzy niż zawodników Realu, Chelsea czy jeszcze wcześniej Interu.
Rui był dla mnie jak wujek, nigdy nie zwracałam się do niego na "pan", poza tym była to jedna z niewielu osób, z którymi mogłam rozmawiać w moim ojczystym języku.
Co do piłki nożnej, nie interesowała mnie za bardzo. Lubiłam oglądać mecze, ale nie miałam potrzeby znać nazwiska innych piłkarzy niż zawodników Realu, Chelsea czy jeszcze wcześniej Interu.
- Nic się nie stało - powiedziałam i podeszłam do niego - Wymagający rywal dzisiaj, co?
- Tsaa, założę się, że nie znasz nikogo ze składu Arsenalu tylko po prostu wiesz, że to wróg.
W tym momencie zaczęła wychodzić z szatni drużyna Kanonierów.
W tym momencie zaczęła wychodzić z szatni drużyna Kanonierów.
- Rozgryzłeś mnie - odparłam rozkładając ręce.
Koło nas przeszedł jeden z zawodników Arsenalu, Rui od razu zareagował:
- Ten tu to Jack Wilshere. Może dać się w znaki dzisiaj naszym obrońcom.
Zauważyłam jak odwraca się w naszą stronę, jakby usłyszał swoje nazwisko. Miałam wrażenie, że w ułamku sekundy zauważyłam uśmiech na jego twarzy.
- Wilshere - powiedziałam cicho do siebie.
- Taa, dobry jest. Muszę cię zostawić, idę do szatni strzelić gadkę motywującą. Trzymaj się - odparł i ruszył wgłąb tunelu.
Postanowiłam już pójść i usiąść na swoim miejscu nad ławką rezerwowych Chelsea. Idąc szukałam wzrokiem Jacka, chciałam mu się lepiej przyjrzeć. Nagle wpadłam na jakąś osobę, która szła z naprzeciwka.
- Przepraszam - powiedział Wilshere dotykając odruchowo moich rąk - Nic ci się nie stało?
- Nie - uśmiechnęłam się i założyłam kosmyk włosów za ucho.
- To dobrze - odwzajemnił uśmiech i pobiegł do szatni.
Weszłam po schodkach i usiadłam na swoim miejscu rozmyślając o Jacku.
Nawet nie zauważyłam kiedy Marco i reszta drużyny weszli na murawę, na rozgrzewkę. W mgnieniu oka mecz się zaczął. Jack nie grał w tym meczu, siedział na ławce.
Co chwilę spoglądałam w tamtą stronę a kiedy Jack robił to samo w moją, uśmiechałam się.
Niestety nie uszło to uwadze Marco.
- Dlaczego co chwilę gapisz się na Wilshere'a?
- Nie gapię - zaprzeczyłam.
- Tylko zjadasz go wzrokiem? Znam cię! To samo było z Lucasem.
Niestety Marco miał rację. Kiedy podrywałam Lucasa, również nie mogłam się powstrzymać od "zalotnych" spojrzeń i uśmiechów w jego stronę.
- Przesadzasz.
- Marie! To ty przesadzasz, pamiętaj, że jesteś z Lucasem.
- Już nie długo - odparłam i przez resztę meczu nie odezwałam się słowem do van Ginkela.
Koło nas przeszedł jeden z zawodników Arsenalu, Rui od razu zareagował:
- Ten tu to Jack Wilshere. Może dać się w znaki dzisiaj naszym obrońcom.
Zauważyłam jak odwraca się w naszą stronę, jakby usłyszał swoje nazwisko. Miałam wrażenie, że w ułamku sekundy zauważyłam uśmiech na jego twarzy.
- Wilshere - powiedziałam cicho do siebie.
- Taa, dobry jest. Muszę cię zostawić, idę do szatni strzelić gadkę motywującą. Trzymaj się - odparł i ruszył wgłąb tunelu.
Postanowiłam już pójść i usiąść na swoim miejscu nad ławką rezerwowych Chelsea. Idąc szukałam wzrokiem Jacka, chciałam mu się lepiej przyjrzeć. Nagle wpadłam na jakąś osobę, która szła z naprzeciwka.
- Przepraszam - powiedział Wilshere dotykając odruchowo moich rąk - Nic ci się nie stało?
- Nie - uśmiechnęłam się i założyłam kosmyk włosów za ucho.
- To dobrze - odwzajemnił uśmiech i pobiegł do szatni.
Weszłam po schodkach i usiadłam na swoim miejscu rozmyślając o Jacku.
Nawet nie zauważyłam kiedy Marco i reszta drużyny weszli na murawę, na rozgrzewkę. W mgnieniu oka mecz się zaczął. Jack nie grał w tym meczu, siedział na ławce.Co chwilę spoglądałam w tamtą stronę a kiedy Jack robił to samo w moją, uśmiechałam się.
Niestety nie uszło to uwadze Marco.
- Dlaczego co chwilę gapisz się na Wilshere'a?
- Nie gapię - zaprzeczyłam.
- Tylko zjadasz go wzrokiem? Znam cię! To samo było z Lucasem.
Niestety Marco miał rację. Kiedy podrywałam Lucasa, również nie mogłam się powstrzymać od "zalotnych" spojrzeń i uśmiechów w jego stronę.
- Przesadzasz.
- Marie! To ty przesadzasz, pamiętaj, że jesteś z Lucasem.
- Już nie długo - odparłam i przez resztę meczu nie odezwałam się słowem do van Ginkela.
_________________________________
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ
Cześć! Jest pierwszy rozdział :) Tego bloga zaplanowałam na 6 rozdziałów + epilog, czyli raczej krótki ;d
Zawieszam tego bloga -> http://w-szatni-bialych-orlow.blogspot.com/ DO ODWOŁANIA
Nie mam w ogóle pomysłów na następny rozdział ;/ Jak przyjdzie wena, to wrócę do pisania :)
